Dzisiejsze wydanie Ziemi Sochaczewskiej, oraz za jej pośrednictwem e-sochaczew.pl, publikują budzący duże emocje artykuł o mobbingu w Teresińskim Tesco. Pracownicy przy wtórze związku zawodowego zarzucają kierownictwu centrum dystrybucyjnego nękanie członków związku, bezpodstawne karanie, wymuszanie podpisywania różnych niekorzystnych dokumentów, nierówne traktowanie wszystkich podwładnych. W akcję pomocy osobom, które czują się pokrzywdzone przez Tesco aktywnie włączył się wiceprzewodniczący rady miejskiej Marcin Cichocki. Brawa za odwagę oraz poświęconą energię. A gdyby do podobnych praktyk dochodziło na terenie jakiegoś zakładu pracy z terenu gminy Nowa Sucha? Na kogo osoby poddawane mobbingowi mogły by liczyć?
Okazuje się, że dosyć częstym gościem na niniejszej stronie jest przewodniczący Rady Gminy Mariusz Mikulski. Odpowiada na pytania stawiane pod jego adresem oraz czasem wypowiada się w innych kwestiach poruszanych przez mieszkańców, tak jak w sprawie problemów z jakością wody z gminnego wodociągu. Obiecuje interwencje, pyta o zdanie. Widać z jego strony spore zaangażowanie mimo obowiązków zawodowych jak i rodzinnych. Innych radnych często można spotkać podczas posiedzeń rady i lokalnych imprez. Wydawało by się, że jest to normą i że wystarczy, ale jak się okazuje niektórzy samorządowcy jak Mariusz Mikulski oraz Marcin Cichocki pojmują swoje obowiązki szerzej.
Czy na każdego radnego mogli byśmy liczyć w takiej sytuacji? Wymienieni w poprzednim akapicie Panowie wydają się rosnąć do roli bohaterów w porównaniu z – na pozór – bierną postawą reszty rady. Oczywiście pozostali członkowie rady miasta czy też gminy wywiązują się, w lepszy bądź gorszy sposób, ze swoich obowiązków. Jednak jak widać można zrobić dużo więcej… ale można też nie robić nic a nadal być radnym! Jako przeciwwagę dla wspomnianych osób, jak i tych rzetelnie wywiązujących się ze swoich obowiązków, można wymienić głośną sprawę Rady Miasta Skierniewice (temat poruszany kilkukrotnie na antenie Radia Victoria). Doszło tam do na tyle kuriozalnej sytuacji, że część radnych chce zmiany statusu rady tak, aby w przypadku nieobecności na posiedzeniu lub komisji radny nie otrzymywał wynagrodzenia. Fakt ten wyraźnie sugeruje jaki zapał do pracy mają osoby, które niedawno krzyczały z plakatów: „Nikt nie da Wam tyle, ile ja Wam mogę obiecać”. No i faktycznie skończyło się na obietnicach. Wygląda na to, że u nas na szczęście jest lepiej…





